Zamyślenie

Opublikowano przez:: Camilla Camille Dnia: Monday, July 3, 2017 Komentarz : 0 Obejrzano: 247

Zaciągnęła się mocno długim papierosem wdychając cały spokój tego urokliwego miejsca. W niedalekiej oddali słychać było delikatne brzmienie Gregorego Portera. Modern jazz, wyśmienicie podany. Zamyśliła się. Wciągnęła jeszcze raz mocny dym, podtrzymała, wypuściła w góre kilka kółek. Uniosła wyżej głowę, dotknęła ręka piersi, gorące na myśli wszystkie, jakie kołatały się w głowie. Inny wymiar rzeczywistości, w którym się znalazła zatrzymał ją w czasie, a właściwie zatrzasnął kleszczami błogiego stanu. Słuchała upajającego rytmu maleńkiego miasta, stukotu kopyt końskich po bruku. Ta knajpa "U Fryzjera" niedawno się spaliła, tam chichrała się do bólu brzucha pijąc wino z księciem i z panem M.
⁃ Dzień dobry, może napije się pani ze mną drinka? Taka piękna i samotna?!
⁃ Sama, lecz niesamotna, właściwie ma pan racje samotna w świecie myśli i widzenia. Czy chciałby czasami być pan małpką "nie widzę, nie słyszę"?
⁃ Oooo, zapowiada się głębsza pogaducha. To co pijemy?
⁃ Hmmmm mohito pasuje do letniego wieczoru z nieznajomym. Bez cukru proszę.
⁃ Dieta? Nie potrzebna, krągłości są smakowite. Przepraszam. Zagalopowałem się.
Podszedł do baru, właściwie bareczku małego, bo jak nazwać ladę długości 50 cm?! Nijak tak naprawdę. Bynajmniej oddalił się. Mogła swobodnie poddać się przyglądaniu klasycznej męskiej ramie, nieprzerośniętej masie mięśniowej. Nie lubiła barczystych mężczyzn o małych głowach. Klasyka w życiu, w muzyce i... tu może nie. Obserwowała pana X. z lekko odchylona głową, ekscytujący widok tajemnicy, dreszczyku emocji, ciekawości. Przecież nie na co dzień bywamy w raju, patrzymy na świat z lotu ptaka, czekając na nektar z rąk dość atrakcyjnego, nieznanego osobnika.
Przyjechała ze stolicy tak na weekend. Oswoić się z faktem, że przeprowadzka okazała się potocznie mówiąc "niewypałem".
"Głupia zakochana baba byłam" - wyznała nie wiedząc kiedy zaczęła zwierzać się obcemu facetowi.
⁃ Wszystkie jesteście takie same, gdy przecie na oślep za miłością. Miotacie się wtedy jak aktorki kina niemego na scenie. Ble ble i ble ble... A potem ryk.
⁃ Powinnam powiedzieć "męska świnia" do pana, ale ma pan rację.. Zdrowie za cichego zabójcę - "serce".
⁃ Zdrowie. A teraz przez chwile bądź cicho. Mogę tak mówić? Bez paniowania?
Nie odpowiedziała nic. Po prostu zamilkła, schowała się w kolejnym dymie z papierosa. Nieznajomy położył na stoliku teczkę, której nie zauważyła w
Myślach swych. Otworzył klapę, wyjął wielką kartkę, węgiel, pierwsza linia, zarys. Lekko rozchyliła usta w oczekiwaniu, gasząc niedopalony żar. On rysował - ona przyglądała się tańczącej młodej parze przy studni. Milczała, bo jak inaczej wyrazić zachwyt, gdy słów brak?!
Stolica przejęła ją dobrze. Codzienność, jej pęd, parcie ku spełnieniu zawodowemu, lekko naruszyły jej rytm wrażliwego serca, głowy pełnej artystycznych uniesień, do tego pan M. rozwiał wszelkie jej roszczenia do jego wnętrza. A możliwe, iż tam w środku była pustynia, rozległe połacie suchego piasku nieużytku życiowego. I tak patrząc na spacerujących ludzi, zapominając o malarzu przypadkowo poznanym, zrozumiała, wreszcie coś zrozumiała. Nie chciała przeżyć tylko długości życia, czekać, prosić. Chciała poczuć wszystko to, co zabierały jej złudzenia.
⁃ Hej, obudź się. Gotowe. Masz ciekawą twarz. Taką pulsującą, nie wiem jak to określić. Zobacz po prostu co narysowałem.
Wzięła do ręki kartkę brystolu. Wpatrywała się kilka dobrych minut. Co zobaczyła?! Usta w kilkunastu grymasach, policzki z bruzdami, dołkami, brwi w rożnej konfiguracji. Oczy zezowate, przymrużone, otwarte, zamknięte. Wszystkie emocje. Spojrzała na niego wymownym wzrokiem - tak mnie widzisz?
⁃ Patrzyłaś w przestrzeń szalejąca mimika, stałaś się na te chwile muza dla artysty poszukującego prawdziwej kobiety. Jesteś nią. Każda kreska na tej twarzy oznacza emocje, jakie tobą targają. Nie będziesz inna, nie będziesz ładniejsza. Jesteś zamyśleniem. Obserwowałem ciebie z ukrycia wczoraj. Wróciłaś z góry, ze spaceru. Podeszłaś do pierwszego lepszego stolika. Zamówiłaś kawę. Nie przeszkadza mi, że palisz. Coś pisałaś. Nie, nie był to list, nie w notesie... Czekałem na ciebie dzisiaj. Obraz nazwę "Zmęczenie " - jesteś zmęczona prawda?
⁃ Jestem. Bardzo jestem. Dziękuje, ze nie musiałam mówić, posłuchałeś moich myśli. Wystarczy. Chciałabym kopię tego mazajstwa. Dostanę?
⁃ Cztery drinki wystarczą. Chodź odprowadzę Cię. Wiem, gdzie się zatrzymałaś.
Wziął ja za rękę, przez ramie przerzucając teczkę, inaczej tego nie mogła zapisać. Ruszyli w górę ulicy, mijając stara dawna synagogę, zniszczone mury. Był taki... no właśnie jaki?! ..... namacalny? Rzeczywisty? Nieważne wędrowali pod drewnianą małą chatkę. On nie zdawał sobie sprawy, że za chwile ona zaśnie obok i nie wydarzy się nic, po prostu nic. Ufffff... Cisza, tej towarzyszki najbardziej potrzebowała.
Kami.

Komentarze

Zostaw komentarz